SIŁA KOBIET CZY POLE BITWY
Gdy kobiety przestają być dla siebie wsparciem – o walce, emocjonalnym drenowaniu i drodze do zmiany
Zdarza się, że kobiece środowisko pracy – które z założenia mogłoby być przestrzenią wsparcia, zrozumienia i siostrzeństwa – przeradza się w pole nieustannej walki. Walka o rację, o uwagę, o władzę nad decyzją. Widziałam kobiety, które krzyczały na siebie nawzajem, obrażały się, próbowały podporządkować otoczenie własnej wizji świata. Te pozornie małe spięcia mają ogromny ciężar – nie tylko dla zespołu, ale też dla psychicznego dobrostanu każdej z nas.
Dlaczego tak się dzieje? Skąd bierze się ta potrzeba dominacji, to emocjonalne przeciąganie liny, które zostawia po sobie zmęczenie, frustrację i poczucie osamotnienia?
W swojej książce "Emocjonalne wampiry", Albert Bernstein opisuje typy osobowości, które nieświadomie drenują z nas energię. To ludzie, którzy potrafią wciągać innych w konflikty, manipulacje i nieustanną grę pozorów. Nie po to, by wyrządzić zło – lecz dlatego, że tak właśnie nauczyli się funkcjonować w świecie. Wśród nich są osoby narcystyczne, dramatyczne, obsesyjno-kompulsyjne, antyspołeczne – każdy z tych typów może objawić się także w kobiecej grupie.
Czasem „emocjonalny wampir” przychodzi do pracy z uśmiechem, ale po chwili podważa czyjeś zdanie, pomniejsza zasługi, manipuluje relacjami. Innym razem towarzyszy mu przekonanie, że „wie lepiej” – a każda odmienna opinia uruchamia w niej potrzebę walki o dominację. Bernstein wyjaśnia, że takie osoby często nie mają intencji szkodzić – one po prostu tak próbują przetrwać, odzyskać poczucie kontroli, które gdzieś w dzieciństwie lub młodości zostało im odebrane.
W kobiecych relacjach zawodowych pojawia się też inny trudny czynnik: rywalizacja o uznanie i wartość. Wiele z nas wychowano w kulturze porównywania. Uczono nas być „grzecznymi”, ale też lepszymi od innych. W podświadomości wielu kobiet zapisano przekonanie, że by być „wystarczającą”, trzeba być „ważniejszą od innych”. I tak rodzą się ciche wojny o wpływ, o decyzję, o przestrzeń. Zamiast wspólnoty – wyścig. Zamiast rozmowy – starcie racji.
Ale czy to naprawdę jedyna droga?
W świecie zdominowanym przez zadaniowość i osiągnięcia zapominamy, że każda kobieta nosi w sobie również ogromną potrzebę przynależności, bezpieczeństwa i bycia wysłuchaną. Tam, gdzie tej potrzeby nie da się zaspokoić pokojowo, uruchamia się instynkt obronny: atak lub wycofanie. Czasem ranią te, które same były zranione. Krzyczą te, które przez lata nie były słyszane. Atakują te, które wewnętrznie czują się pomijane.
Praca z emocjonalnymi wampirami nie polega na tym, by je wykluczyć. Bernstein zachęca, by nauczyć się rozpoznawać mechanizmy, które stoją za ich zachowaniem, i stawiać granice bez agresji, a z klarownością i spokojem. To wymaga odwagi, dojrzałości i... pracy nad sobą.
Może największą siłą kobiety nie jest umiejętność wygrania sporu, ale gotowość, by spojrzeć na drugą kobietę jak na człowieka z historią. I zamiast zbroić się do walki – znaleźć odwagę, by rozmawiać.
Być może wtedy przestaniemy krzyczeć na siebie nawzajem. Może zaczniemy odpuszczać rację na rzecz relacji. Może przestaniemy układać świat według siebie, a zaczniemy współtworzyć go razem – z różnicą zdań, ale bez wojny.

Komentarze
Prześlij komentarz